Pokora, to dobre słowo na określenie podejścia do nauki tego rzemiosła.
Stan ten pojawia się bardzo szybko u osób, które od obserwacji
przechodzą do praktyki. Praktykuję kilka lat i przy różnych okazjach
uczucie to nasila się. Niby sporo już potrafię, umiem co nieco, a
banalne wydawałoby się zlecenie, jak kubki, pokazuje gdzie jest moje
miejsce. Bo jeśli to ma być kubek z konkretnej ilości gliny, o
konkretnej formie i wymiarach, powtarzany niezmiennie w dziesiątkach
egzemplarzy, to już banał dla mnie nie jest, a wyzwanie.
Zazwyczaj
pracuję bez takich wytycznych - wytyczne są wewnętrzne. Nie wiem, czy
tak jest łatwiej - jest inaczej, tu samokrytyka jest strażnikiem. Kiedy
zasady są określone zewnętrznie ma być właśnie tak, a nie inaczej.
Od
jakiegoś czasu próbuję sił w rekonstrukcji ceramiki
wczesnośredniowiecznej i późnośredniowiecznej - tu nie ma fantazji, jest
konkretna forma, zdobienie, technika, narzędzia - to uczy pokory.
Nauka
garncarstwa to dystans wieloletni, w zasadzie niekończący się;
oczywiście opanowanie podstaw, pewnej sprawności manualnej trwa krócej,
później jest poszukiwanie formy, funkcji i ich wzajemnych zależności, są
wyzwanie w postaci skali naczyń (bardzo duże, bardzo małe),
powtarzalności, technik specjalnych, sposobów utrwalania gliny itd.
Garncarstwo daje radość, bo radość daje praca rękami, a dla garncarza dłonie to podstawowe narzędzie.
Garncarstwo to spotykanie ludzi, najpierw nauczycieli, z czasem uczniów i osób, które chcą naszych naczyń używać.
Garncarstwo to też poznawanie nowych miejsc, sytuacji i pretekst do bycia w niezapomnianych okolicznościach.
Garncarstwo to ścieżka doświadczeń.
czwartek, 4 czerwca 2015
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Shiboridashi
Ten rodzaj czajnika w swej tradycyjnej formie przypomina płaską czarkę i zwyczajowo używany jest to przygotowania wysokogatunkowych zielonych japońskich herbat.
Z perspektywy kilku lat toczenia i parzenia herbaty w shibo, stwierdzam, że od form płaskich wolę bardziej "pękate", w których można sprawnie i przyjemnie zaparzyć praktycznie każdy rodzaj herbaty. Przy tej samej średnicy takie shibo ma większą pojemność i jest miejsce na rozwinięcie się nawet dużych liści. Odpowiednie wyprofilowanie kołnierza i umiejętny chwyt pozwalają użyć go do herbat zaparzanych wysoką temperaturą wody, nawet wrzątkiem.
Szczegół, nad którym wciąż pracuję to sposób osadzenia pokrywki. W większości shiboridashi, które do tej pory wytoczyłem, krawędź pokrywki wchodzi w "schodek" w korpusie. Przy dokładnym spasowaniu unieruchamia to pokrywkę w jednym położeniu. Ostatnio zacząłem to zmieniać i "gniazdo" na pokrywkę daje jej pewien margines ruchu - pozwala to regulować wielkość prześwitu przy sitku-nacięciach, którym wypływa napar - różne herbaty, różne liście, różne światło.
Z perspektywy kilku lat toczenia i parzenia herbaty w shibo, stwierdzam, że od form płaskich wolę bardziej "pękate", w których można sprawnie i przyjemnie zaparzyć praktycznie każdy rodzaj herbaty. Przy tej samej średnicy takie shibo ma większą pojemność i jest miejsce na rozwinięcie się nawet dużych liści. Odpowiednie wyprofilowanie kołnierza i umiejętny chwyt pozwalają użyć go do herbat zaparzanych wysoką temperaturą wody, nawet wrzątkiem.
Szczegół, nad którym wciąż pracuję to sposób osadzenia pokrywki. W większości shiboridashi, które do tej pory wytoczyłem, krawędź pokrywki wchodzi w "schodek" w korpusie. Przy dokładnym spasowaniu unieruchamia to pokrywkę w jednym położeniu. Ostatnio zacząłem to zmieniać i "gniazdo" na pokrywkę daje jej pewien margines ruchu - pozwala to regulować wielkość prześwitu przy sitku-nacięciach, którym wypływa napar - różne herbaty, różne liście, różne światło.
środa, 4 lutego 2015
Houhin
Houhin to rodzaj czajnika, który pojawił się w moich garncarsko-herbacianych doświadczeniach najpóźniej. Jest dobrym przykładem, żeby pokazać jak w pracy nad naczyniem przeplatają się i wpływają na siebie aspekty funkcji i formy.
Tradycyjnie houhin używany jest do przygotowania wysokogatunkowej japońskiej zielonej herbaty. W praktyce oznacza to, że liście zalewane są wodą o temp. 50-60 st. C, a co za tym idzie ścianki naczynia nagrzewają się w niewielkim stopniu, można je chwycić nie parząc sobie palców.
A co przy wyższych temperaturach?
Żaden inny rodzaj czajnika nie działa tak szybko jak houhin - przelanie naparu to moment, a to cech, która idealnie pasuje do... gong-fu cha.
Przy toczeniu kolejnych wersji houhina, takie "rozszerzenie" jego zastosowania znalazło swoje odbicie w formie. Wielokrotne zalewanie liści wodą o temp. bliskiej 100 st. C silnie nagrzewa ścianki - to parzy, stąd pojawił się wysoki kołnierz, albo mocno wywinięta krawędź, czy dodana stopa - elementy, które pomagają w utrzymaniu rozgrzanego houhina.
Przy przelewaniu zaparzonej herbaty ważne jest by strumień był zwarty i nie zaciekał po ściankach - w houhinie oznacza to mocne wyprofilowanie, wywinięcie wylewu, charakterystyczne krzywizny formy.
Liście herbaciane potrzebują miejsca, żeby podczas zaparzania móc się w pełni rozwinąć - tu forma zbliżona do sfery jest idealna; cóż nie każdy mój houhin to kulka, staram się natomiast by miejsce dla rozwijających się liści było.
Myśląc o bardziej uniwersalnym wykorzystaniu houhina zastanawiam się nad wielkością otworków w sitku (to zawsze kompromis między tym co przeleci a tym co zatka), podejmuję decyzję czy szkliwić (nie szkliwiony można by hodować), wreszcie jak uformować i osadzić pokrywkę.
A pojemność? Pojemność to skala naczynia, to zużycie herbaty...
Tradycyjnie houhin używany jest do przygotowania wysokogatunkowej japońskiej zielonej herbaty. W praktyce oznacza to, że liście zalewane są wodą o temp. 50-60 st. C, a co za tym idzie ścianki naczynia nagrzewają się w niewielkim stopniu, można je chwycić nie parząc sobie palców.
A co przy wyższych temperaturach?
Żaden inny rodzaj czajnika nie działa tak szybko jak houhin - przelanie naparu to moment, a to cech, która idealnie pasuje do... gong-fu cha.
Przy toczeniu kolejnych wersji houhina, takie "rozszerzenie" jego zastosowania znalazło swoje odbicie w formie. Wielokrotne zalewanie liści wodą o temp. bliskiej 100 st. C silnie nagrzewa ścianki - to parzy, stąd pojawił się wysoki kołnierz, albo mocno wywinięta krawędź, czy dodana stopa - elementy, które pomagają w utrzymaniu rozgrzanego houhina.
Przy przelewaniu zaparzonej herbaty ważne jest by strumień był zwarty i nie zaciekał po ściankach - w houhinie oznacza to mocne wyprofilowanie, wywinięcie wylewu, charakterystyczne krzywizny formy.
Liście herbaciane potrzebują miejsca, żeby podczas zaparzania móc się w pełni rozwinąć - tu forma zbliżona do sfery jest idealna; cóż nie każdy mój houhin to kulka, staram się natomiast by miejsce dla rozwijających się liści było.
Myśląc o bardziej uniwersalnym wykorzystaniu houhina zastanawiam się nad wielkością otworków w sitku (to zawsze kompromis między tym co przeleci a tym co zatka), podejmuję decyzję czy szkliwić (nie szkliwiony można by hodować), wreszcie jak uformować i osadzić pokrywkę.
A pojemność? Pojemność to skala naczynia, to zużycie herbaty...
niedziela, 11 stycznia 2015
Porcelana
Rzadko toczę z porcelany, a że blisko połowa ostatniego wsadu to właśnie ona, więc kilka refleksji.
Nie jest to dla mnie łatwy materiał do pracy na kole, specyficzna konsystencja, wrażliwość na błędy, trzeba się przestawić. Plus to precyzja jaką można uzyskać w detalach (tak spasowanych pokrywek "na sucho" jeszcze nie miałem).
W piecu też jest odmienne od typowej masy kamionkowej - inaczej płyną po niej szkliwa no i ... mocno się deformuje - precyzja spasowania zostaje już tylko wspomnieniem...
Otwieram piec i jest ból - szkliwo zalało otworki i uchwyty, pokrywki nie wchodzą w korpusy - szlifierka w dłoń i nauka na przyszłość.
Jest w niej jednak jakaś szlachetność i w połączeniu z niektórymi szkliwami ma MOC.
Jasna masa kamionkowa, czyli reszta wsadu bez większych zaskoczeń.
...
post pierwotnie ukazał się 1 października 2014 na forum Herbaciarze
Nie jest to dla mnie łatwy materiał do pracy na kole, specyficzna konsystencja, wrażliwość na błędy, trzeba się przestawić. Plus to precyzja jaką można uzyskać w detalach (tak spasowanych pokrywek "na sucho" jeszcze nie miałem).
W piecu też jest odmienne od typowej masy kamionkowej - inaczej płyną po niej szkliwa no i ... mocno się deformuje - precyzja spasowania zostaje już tylko wspomnieniem...
Otwieram piec i jest ból - szkliwo zalało otworki i uchwyty, pokrywki nie wchodzą w korpusy - szlifierka w dłoń i nauka na przyszłość.
Jest w niej jednak jakaś szlachetność i w połączeniu z niektórymi szkliwami ma MOC.
Jasna masa kamionkowa, czyli reszta wsadu bez większych zaskoczeń.
...
post pierwotnie ukazał się 1 października 2014 na forum Herbaciarze
Czarno-biała zapowiedź
Wsad gotowy:
kamionka
i porcelana.
...
post pierwotnie ukazał się 12 września 2014 na forum Herbaciarze
kamionka
i porcelana.
...
post pierwotnie ukazał się 12 września 2014 na forum Herbaciarze
Shibo, shino i szata
Od jakiegoś czasu moim ulubionym naczyniem do codziennego zaparzania
herbaty jest shiboridashi - to konkretne, to jedno z pierwszych jakie
wytoczyłem kilka lat temu - shibo-gigant, ok. 200ml, pękate z płaską
pokrywką, czyli shibo-dziwak i "dziwnie" go używam, parząc w nim
wszelkie herbaty, od japońskich zielonych, przez oolongi do
darjeelingów.
Przy odpowiednim chwycie i zalane wrzątkiem nie parzy, łatwe w czyszczeniu, skuteczne w zatrzymywaniu nawet drobnych listków.
Od jakiegoś czasu moim ulubionym szkliwem jest shino - to konkretne to prosta dwuskładnikowa receptura - glina i skaleń. Daje szlachetną złamaną biel, "kocha" żywy ogień i z każdą kolejną czarką herbaty nabiera herbacianej patyny, uwidaczniając siatkę spękań.
Od jakiegoś czasu moją ulubioną herbatą jest Da Hong Pao - pierwsze spotkanie kilka lat temu jakoś mi przemknęło bez echa, a dziś:
prowadź mnie Da Hong Pao
żyję po to by Cię pić Da Hong Pao
moje dzieci i zwierzęta bębą nosić Twoje imię Da Hong Pao
Twój napar to krew mojej duszy Da Hong Pao
ależ Ty masz liście Da Hong Pao
...
post pierwotnie ukazał się 21 lipca 2014 na forum Herbaciarze
Przy odpowiednim chwycie i zalane wrzątkiem nie parzy, łatwe w czyszczeniu, skuteczne w zatrzymywaniu nawet drobnych listków.
Od jakiegoś czasu moim ulubionym szkliwem jest shino - to konkretne to prosta dwuskładnikowa receptura - glina i skaleń. Daje szlachetną złamaną biel, "kocha" żywy ogień i z każdą kolejną czarką herbaty nabiera herbacianej patyny, uwidaczniając siatkę spękań.
Od jakiegoś czasu moją ulubioną herbatą jest Da Hong Pao - pierwsze spotkanie kilka lat temu jakoś mi przemknęło bez echa, a dziś:
prowadź mnie Da Hong Pao
żyję po to by Cię pić Da Hong Pao
moje dzieci i zwierzęta bębą nosić Twoje imię Da Hong Pao
Twój napar to krew mojej duszy Da Hong Pao
ależ Ty masz liście Da Hong Pao
...
post pierwotnie ukazał się 21 lipca 2014 na forum Herbaciarze
Cztery czarki, herbata i pretekst
Tytułowe czarki i herbata to pretekst, żeby kilka słów powiedzieć o
kilku osobach i przy okazji z dobrej ceramiki napić się dobrej herbaty.
Pierwsza czarka - Jacek Tratkiewicz
Mój pierwszy nauczyciel garncarstwa. Myślę, że dzięki niemu i Marcie Kędzierskiej robię to co robię - kamionkę wypalaną drewnem dedykowaną herbacie. To u Tratków poznałem smak umami i tak to się potoczyło. Piece, szkliwa, masy, ceramika - godziny przegadane, litry wypite (herbaty też... :)
Druga czarka - Jurek Szczepkowski
Przy którymś spotkaniu u Tratków padło nazwisko Jurka i tak znalazłem się w Czarnem, połemkowskiej wsi w Beskidzie Niskim. Jurek wypala drewnem kamionkę i spora część jego pracy to naczynia do herbaty... taki zbieg okoliczności. Człowiek, miejsce, piec, herbata - to pozostawia ślad.
Trzecia czarka - Andrzej Bero
Ogromnie się ucieszyłem, gdy pierwszy raz trafiłem na blog Andrzeja - bratnia dusza, herbaciano-ceramiczny "świr", rany, nie jestem sam... Prace Andrzeja to dla mnie punkt odniesienia, inspiracja, nauka i... przyjemność.
Czwarta czarka - Petr Nowak
Historia podobna jak z Andrzejem - blog Petra, piękna, inspirująca ceramika, podziw dla mistrza i... spotkanie we wrocławskiej Czajowni z człowiekiem i jego pracami.
Herbata - Joanna Liu Mulan
Zrobiliśmy z Joanną herbaciano-ceramiczną wymianę, o której Joanna pisze na swoim blogu. No właśnie Joanna i jej blog - jego lektura to jedyna w swoim rodzaju obecność przy narodzinach pasji, jej dojrzewaniu, spajaniu różnych życiowych wątków, możliwość bycia z osobą, dla której herbata to sposób poznania siebie; w końcu duża porcja herbacianej wiedzy.
Są czarki Jacka, Jurka, Andrzeja i Petra, jest herbata od Joanny; dodaje czajniki i parzę.
W czarce Jacka Dong Ding Oolong z małego czajniczka.
U Jurka Lao Shou Mei Bai Cha z houhina.
Czarkę Andrzeja wypełnia Long Jing Tiger Spring z kyusu.
W Petra czarce Sincha Kyoto z shiboridashi.
Ludzie, ceramika, herbata.
...
post pierwotnie ukazał się 8 lipca 2014 na forum Herbaciarze
Pierwsza czarka - Jacek Tratkiewicz
Mój pierwszy nauczyciel garncarstwa. Myślę, że dzięki niemu i Marcie Kędzierskiej robię to co robię - kamionkę wypalaną drewnem dedykowaną herbacie. To u Tratków poznałem smak umami i tak to się potoczyło. Piece, szkliwa, masy, ceramika - godziny przegadane, litry wypite (herbaty też... :)
Druga czarka - Jurek Szczepkowski
Przy którymś spotkaniu u Tratków padło nazwisko Jurka i tak znalazłem się w Czarnem, połemkowskiej wsi w Beskidzie Niskim. Jurek wypala drewnem kamionkę i spora część jego pracy to naczynia do herbaty... taki zbieg okoliczności. Człowiek, miejsce, piec, herbata - to pozostawia ślad.
Trzecia czarka - Andrzej Bero
Ogromnie się ucieszyłem, gdy pierwszy raz trafiłem na blog Andrzeja - bratnia dusza, herbaciano-ceramiczny "świr", rany, nie jestem sam... Prace Andrzeja to dla mnie punkt odniesienia, inspiracja, nauka i... przyjemność.
Czwarta czarka - Petr Nowak
Historia podobna jak z Andrzejem - blog Petra, piękna, inspirująca ceramika, podziw dla mistrza i... spotkanie we wrocławskiej Czajowni z człowiekiem i jego pracami.
Herbata - Joanna Liu Mulan
Zrobiliśmy z Joanną herbaciano-ceramiczną wymianę, o której Joanna pisze na swoim blogu. No właśnie Joanna i jej blog - jego lektura to jedyna w swoim rodzaju obecność przy narodzinach pasji, jej dojrzewaniu, spajaniu różnych życiowych wątków, możliwość bycia z osobą, dla której herbata to sposób poznania siebie; w końcu duża porcja herbacianej wiedzy.
Są czarki Jacka, Jurka, Andrzeja i Petra, jest herbata od Joanny; dodaje czajniki i parzę.
W czarce Jacka Dong Ding Oolong z małego czajniczka.
U Jurka Lao Shou Mei Bai Cha z houhina.
Czarkę Andrzeja wypełnia Long Jing Tiger Spring z kyusu.
W Petra czarce Sincha Kyoto z shiboridashi.
Ludzie, ceramika, herbata.
...
post pierwotnie ukazał się 8 lipca 2014 na forum Herbaciarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)